Mgr Teresa Biela

Mgr Teresa Biela – nauczycielka języka rosyjskiego i wieloletni pedagog szkolny.

OCENA – WAŻNA RZECZ

Każdy nauczyciel ma w swej karierze liczne sukcesy pedagogiczne, ale i porażki. Do tych ostatnich rzadko się przyznajemy.

Przepracowałem w „dwójce” 23 lata, w większości ucząc języka rosyjskiego.   Przez ostatnie 13 lat byłam równocześnie pedagogiem szkolnym. Na emeryturę przeszłam   w 1988 roku, po 30 latach pracy.

Do dzisiaj pamiętam rozmowy z trudnymi uczniami, ich skruchę, płacz, zwierzanie się z problemów rodzinnych /przeważnie z powodu rozwodu rodziców/. Ale to nie podlega upublicznianiu. To były moje zasługi, tajemnice…

Chcę przywołać z pamięci moje niepedagogiczne zachowanie oraz zastanowić się, jak je teraz oceniam.

W kl. VII na lekcji czwartej był przewidziany sprawdzian z języka rosyjskiego w IV kwartale. Do sprawdzianów przywiązywałam duża uwagę. Szybko, najdalej po trzech dniach, była jego poprawa. Oceny wpisywałam do dziennika. Każdy sprawdzian stanowił dla mnie informację, co powinnam z młodzieżą powtórzyć, co jeszcze lepiej utrwalić. W latach 60-tych nie były modne testy, ale ja próbowałam sama na swój użytek je układać, przeliczając punkty na oceny. Uczniowie nie wnosili pretensji na niesprawiedliwą notę. Mieli z góry podaną ilość punktów i odpowiadające im oceny.

W klasie rozdane zostały zeszyty do klasówki. Otworzyliśmy okna. W czasie przerwy tylko dyżurni przebywali w sali lekcyjnej. Ja pełniłam dyżur na korytarzu I piętra. W pewnym momencie dostrzegałam przez otwarte drzwi do klasy, że uczeń J.W. grzebie  w szufladzie „katedry”. Chciał zobaczyć test.

To była w szkole epoka z zabudowanym po bokach stołem nauczycielskim, który spoczywał na ok. 20 cm podwyższeniu.

Ja tylko mogłam najszybciej, wbiegłam do klasy, chwyciłam intruza za ucho odciągając go od stołu. „Jak mogłeś do cudzych rzeczy zaglądać?” – krzyczałam, wyrzucając J.W. z klasy. Kazałam ma nazajutrz przyjść do szkoły z rodzicami.

Dzisiaj pewnie to uczeń poskarżyłby się na nauczycielkę, że naruszyła jego godność osobistą i użyła wobec niego przemocy.

Winowajca przyszedł następnego dnia do szkoły z bukietem kwiatów. Wręczając mi pachnące konwalijki, ładnie przewiązane, przepraszał, zapewniając, że tak więcej nie zrobił. Przeprosiny zostały przyjęte, a ja do dzisiaj rozważam, czy musiałam tak poddać się wzburzeniu.