Mgr Małgorzata Sukta

Mgr Małgorzata Sukta – nauczycielka języka polskiego.

1.

Kończyłam Uniwersytet Jagielloński – Wydział Filologii Polskiej w 1969 roku pełna dumy i zapału do pracy w szkole. Byłam przecież wychowanką znakomitych profesorów: Kazimierza Wyki i Henryka Markiewicza. Myślałam, że po ukończeniu tak prestiżowej uczelni nie będzie problemów ze znalezieniem pracy. Dyplom magistra był wówczas rzadkością w szkołach podstawowych. Tymczasem na wstępie usłyszałam, że moja rodzina jest za bardzo religijna i zbyt blisko kościoła, abym mogła wychowywać powierzone mi dzieci w duchu ateistycznym. Tylko dzięki przypadkowi otrzymałam pracę w „dwójce”,   w której przepracowałam 31 lat!

Od pierwszego dnia poczułam się w tej placówce bardzo dobrze. Starsze i doświadczone koleżanki: Janina Ćwierzyk, Helena Radzik, Anna Gradek, Stanisława Kosek, Barbara Raba, Augustyna Bała, Zofia Bylica przyjęły mnie niezwykle serdecznie. Stanowiliśmy zgrane i życzliwe grono pedagogiczne, nie było żadnych konfliktów.

Ówcześni dyrektorzy byli wymagający, doceniali jednak rzetelną pracę. Nie było problemów z dyscypliną młodzieży na lekcjach, konfliktowi rodzice należeli do rzadkości, dyrektor zawsze stawał po stronie nauczyciela, okazując wsparcie.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby dyrekcja nie była naciskana przez komitet PZPR.  Mój  ówczesny dyrektor był zobowiązany do …  wciągnięcia mnie do partii. Przychodził do mnie na hospitacje, a po omówieniu lekcji każda rozmowa kończyła się namawianiem do zaangażowania politycznego po wiadomej stronie. Opierałam się coraz bardziej natarczywym naciskom, tłumacząc: że zastanawiam się, że nie jestem przekonana, że rodzina się mnie wyrzeknie, itp.

Dyrektor jednak niecierpliwił się, stawał się coraz bardziej kategoryczny, a ja  po rozmowie  z rodziną oraz z moim profesorem z liceum – Władysławem Gawronem, postanowiłam się zapisać do Stronnictwa Demokratycznego. Kiedy kolejny raz mój pierwszy i szanowany przez mnie dyrektor zapytał:

– Kiedy w końcu pani zapisze się do partii ?!

– Ja już należę do SD – odpowiedziałam.

On zbladł,  zaniemówił, dopiero po chwili rzekł z wyrzutem:

– Oszukała mnie pani!

Następnie obraził się na mnie. Coraz rzadziej przychodził na hospitacje i przestał zachwycać się moimi lekcjami, jak miało to miejsce wcześniej. Takie to były czasy… Dyrektorzy musieli (!) wykonywać polecenia  PZPR.  Mimo to mój pierwszy dyrektor dobrze zapisał się w mojej pamięci.

Ucieczka do SD dała mi poczucie spokoju. Myślenickie Koło SD, którego przewodniczącym był wspomniany Władysław Gawron, stanowiła głównie inteligencja. Należeli do niego rzemieślnicy oraz nauczyciele, lekarze, prawnicy, którzy prawdopodobnie znaleźli się tam z takich samych pobudek jak ja.

2.

Powiedz – zapomnę,

pokaż – zapamiętam,

zaangażuj – zrozumiem

Konfucjusz

Wycieczki szkolne zawsze sprawiały młodzieży ogromną radość i przyjemność. Uczniowie chętnie w nich uczestniczyli i nie mogli doczekać się kolejnego wyjazdu. Szczególnie zapadła mi w pamięci wycieczka na Westerplatte, której byłam organizatorem. Z okazji 20 rocznicy nadania szkole imienia Bohaterów Westerplatte między innymi zorganizowano konkursy: historyczny i plastyczny związane z patronem szkoły.

Laureaci tych konkursów, po troje z każdego, pojechali na czterodniową wycieczkę   do Trójmiasta na koszt Spółdzielni Uczniowskiej „Precelek”, która działała w szkole.  Do zwycięzców dołączyła moja wyjątkowa klasa VIIIa, rocznik 1992, której byłam wychowawczynią. Do dziś wspominam uczniów tej klasy z ogromną sympatią za ich wysoką kulturę osobistą, umiłowanie wiedzy oraz życiowy optymizm. Na szczególne wyróżnienie zasługują: laureatka olimpiady polonistycznej – Magda Jania oraz niezwykle zaangażowani  w prace szkolnego koła teatralnego – Ala Chłuda, Agnieszka Ziembla, Radek Chorabik, Sebastian Wójcik, Dominik Zając, Renata Filipek.

Pod opieką nauczycielki historii Zofii Jakubiak, p.Anny Jani oraz moja trzydziestoosobowa grupa uczniów wyruszyła nocnym pociągiem do Trójmiasta. Zwiedziliśmy cenne zabytki Gdańska, katedrę w Oliwie, w której wysłuchaliśmy koncertu na najstarszych organach w Polsce, spacerowaliśmy po parku oliwskim, molo w Sopocie, gdańskiej Starówce i deptaku w Gdyni. Jednak najważniejszym punktem wycieczki było Westerplatte. W drugi dzień pobytu popłynęliśmy statkiem na to szczególne miejsce.

Tam odbyła się niezapomniana lekcja historii i patriotyzmu. Przemierzając krok  po kroku tę ziemię okupioną krwią Polaków, zatrzymywaliśmy się przy każdym ważnym miejscu oporu Westerplatczyków. Zofia Jakubiak i zwycięzcy konkursu historycznego o Westerplatte z ogromnym wzruszeniem przypominali dzień po dniu historię walk na tym heroicznym półwyspie. Uczestnicy wycieczki wykazali się dojrzałą postawą, zachowywali się wzorowo, na ich twarzach malowały się: przeżycie i zaduma. Zatrzymaliśmy się też na niewielkim cmentarzu poległych na Westerplatte. Dzień zakończyliśmy oddając hołd bohaterskim obrońcom, składając kwiaty pod ich pojemnikiem, który góruje nad Zatoką Gdańską, ostrzegając przed grozą wojny.

Myślę, że żadne lekcje historii w sali lekcyjnej nie zastąpią ogromu przeżyć, których doznaliśmy na Westerplatte. Kiedy spotykam na ulicach Myślenic uczestników tej wycieczki, często słyszę pytanie:   „A pamięta Pani wyjazd na Westerplatte?” To byli uczniowie, którzy umieli słuchać i chętnie chłonęli przekazywaną im wiedzę. Dziś mogę powiedzieć, że to prawdziwa przyjemność prowadzić zajęcia z uczniami, którzy z zaangażowaniem podążają tropem nauczyciela.

3.

Z życiem jak ze sztuką w teatrze:

ważne nie jak długo trwa,

ale jak zagrana.

Seneka Młodszy

Dzieci mają od najmłodszych lat różnorodne marzenia. Chłopcy chcą zostać strażakami, polecieć w kosmos, zawojować świat. Dziewczynki pragną być modelkami, aktorkami czy piosenkarkami. Dobrze jest mieć marzenia. Rozwinięta wyobraźnia  oraz śmiałe dążenie do celu sprawiają, że życie jest ciekawsze.

Myślę, że miejscem, w którym moi uczniowie mogli, chociaż częściowo realizować własne pasje, były zajęcia koła teatralnego. Na przestrzeni kilku lat wystawiłam ze swoimi podopiecznymi wiele tekstów, których tematyka była niezwykle różnorodna: od adaptacji teatralnej satyry „Żona modna” przez fragmenty lektur szkolnych „Zemsty” i „Balladyny” aż do bardziej współczesnych pozycji jak „Tajemnica pewnej pracowni naukowej”, „Skrzydełko”, „Spotkanie po latach”, których przygotowanie wymagało dużej kreatywności.

Wszystkie przedstawienia były frajdą dla uczniów, bo pozwalały nie tylko wcielić się w role aktora, ale też reżysera i scenografa. Sami proponowali dekorację do danej sztuki, przygotowywali stroje,  a następnie razem z rodzicami je wykonywali. Dzieci puszczały wodze fantazji, udowadniały ogromną pomysłowość i wrażliwość estetyczną, doskonale improwizowały. W mojej pamięci szczególnie zapisał się Sebastian Wójcik. Zajęcia koła teatralnego dostarczały wielu przeżyć, uczyły współdziałania w grupie i odpowiedzialności   za cały zespół, rozwijały wrażliwość artystyczną i bogate słownictwo, pamięć, wzmacniały poczucie własnej wartości, pomagały odnieść w życiu sukces, zapobiegały uzależnieniu               od telewizji i marnowaniu czasu w domu.

To od uczniów wyszła propozycja uwspółcześnienia „Żony modnej”, za wystawienie której zajęliśmy II miejsce w Wojewódzkim Przeglądzie Amatorskich Zespołów Teatralnych w Skawinie. Na szczególną uwagę zasługiwała gra Magdy Świątek. Wcześniej w tradycyjnej wersji tej satyry, przygotowanej w ramach ciekawych lekcji języka polskiego, wyróżnił się Maciej Ostrowski, zbierając oklaski od całej szkoły za doskonałe wcielenie się w rolę szlachcica Piotra. Jednak największym sukcesem było II miejsce w Wojewódzkim Przeglądzie Dorobku Artystycznego Szkół Podstawowych za sztukę „Tajemnica pewnej pracowni naukowej”.

Wystawianie sztuk przed szkolną publicznością, udział w wojewódzkich i powiatowych przeglądach, dwukrotny wyjazd do Skawiny, trzykrotny wyjazd do Krakowa, były nie lada atrakcją. Uczniowie czuli się swobodnie i uwielbiali zajęcia koła teatralnego oraz swoją panią. Po dziś dzień spotykam się z przejawami sympatii i ogromnym szacunkiem, choć od naszych teatralnych spotkań minęło tak wiele lat.