I MIEJSCE NIKOLI W KONKURSIE LITERACKIM

Liceum Ogólnokształcące  im.  Bohaterów Westerplatte w Krakowie ogłosiło ogólnopolski konkurs literacki z okazji jubileuszu 60-lecia dla uczniów szkół zrzeszonych w Klubie Szkół Westerplatte. Konkursowi temu przyświecało motto z wiersza Wisławy Szymborskiej „Nic dwa razy się nie zdarza”. Uczennica  naszej szkoły  NIKOLA DYDUŁA (kl. VI c) napisała pracę ilustrującą własne przemyślenia, dotyczące tego, co w życiu boli ale i przemija – opowiadaniem tym zajęła w konkursie 1. miejsce.

Serdecznie gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów literackich.

Opowiadanie naszej uczennicy:

Na ulicy Banańskiej do kamiennicy wprowadziła się pewna rodzina….. Mama, tata i jedenastoletnia dziewczynka. Przeprowadzili  się  z powodu zmiany pracy rodziców. Córka oczywiście nie chciała opuszczać koleżanek, kolegów, szkoły, ale rodzice postawili sprawę jednoznacznie, tym samym była do tego zmuszona.

Zaraz po przyjeździe, zaczęli się rozpakowywać.  Córce kazali więc rozglądnąć się po okolicy. Obok ich domu wybudowany był inny –  stary dom. Maja, bo tak miała na imię dziewczynka, z rozkazu rodziców poszła na zewnątrz. Odbijała piłką, gdy nagle dźwięk szczekania psa przestraszył ją. Piłka przez przypadek wypadła z jej  rąk. Niestety, pech chciał, że poturlała się w stronę starego domu. Dziewczynka, chcąc  odzyskać zabawkę, pobiegła za nią.  Piłka była szybsza, poleciała do zniszczonego domu i wpadła  do piwnicy, bo okna w tym pomieszczeniu znajdowały się nisko. Maja zaglądając przez okno kilka razy, upewniła się, że nikt w tym domu nie mieszka. Później weszła do domu wspinając się na nisko umieszczony balkon. Dziewczynka miała wątpliwość czy wchodzić do domu, ale wiedziała, że musi odzyskać ulubioną piłkę, którą dostała od przyjaciół, gdy wyprowadzała się z rodzinnego miasta.

Stary dom z zewnątrz był bardzo zniszczony, a jego drzwi  zabite deskami. Okna balkonowe miały wybite szyby (dzięki temu Maja mogła dostać się do środka). Na dachu zauważyła dziury, prawdopodobnie wiatr powyrywał połamane i zniszczone dachówki. Ściany domu pokryte były  bluszczem. Dziewczynka weszła przez okno do salonu. Było to duże pomieszczenie z podziurawioną kanapą, potarganymi zasłonami i długim dywanem. Maja zobaczyła schody, które poprowadziły ją do zimnej i ciemnej piwnicy. Stamtąd dziewczynka pobiegła do jasnego pokoju. Tam znajdowało się właśnie okno, którym wleciała do środka piłka. Wzięła zabawkę do rąk, wspięła się na leżące pudła i próbowała wyjść przez otwarte okno. A wtedy  okno się zamknęło. Przerażona dziewczynka zaczęła uciekać. Podbiegła do okna, którym weszła, ale ono było już zabite deskami. Zaczęła szukać wyjścia. Wszystkie szafy i szafki zatrzaskiwały się lub zamykały jedna po drugiej. Wiatr zwiewał wszystkie rzeczy z półek. Nagle dziewczynka usłyszała czyjeś kroki…przerażona zaczęła biec po schodach na górę. W ostatniej chwili przez rozbitą szybę zobaczyła wysokie drzewo. Dziewczynka zabrała piłkę i  nie zastanawiając się  postanowiła wspiąć się na nie. Przytrzymywała się gałęzi i schodziła coraz niżej.

Gdy zeszła z drzewa, pobiegła prosto do domu  i opowiedziała mamie co się wydarzyło. Przypomniała sobie, że gdy zeskakiwała z drzewa piłka wypadła jej z rąk. Maja była przerażona, bo wiedziała, że musi wrócić po zabawkę. Mama Majki stwierdziła, że to przecież zwykły stary dom, ale ona nie chciała tam wracać. Po długiej wymianie zdań, mama Majki zgodziła się z nią iść. Podeszły pod wielkie drzewo, dziewczynka podbiegła po piłkę, a mama nadal zastanawiała się czego tak naprawdę  córka się bała. Maja się pogubiła, gdy stwierdziła, że wszystko było inaczej. Okna miały szyby, dach  nie miał dziur, drzewo było niskie. Okno, przez które  Majka chciała uciec było zamknięte. W tej sprawie nic się nie zmieniło. Dziewczynka zdziwiona, że wszytko wygląda normalnie ruszyła z mamą spokojnie do domu.

Tam stwierdziła, że już nie pierwszy raz przeżyła taką złą godzinę, godzinę  lęku i przerażenia. Wie i jest niemal tego pewna – ta zła godzina musi minąć, bo zawsze mija i to jest piękne. Być może dlatego, że zawsze takie chwile kończyły się właśnie w obecności mamy, być może to ona właśnie dawała jej tę siłę i pewność, być może tak właśnie wygląda życie. Ale czy wszystko i wszyscy muszą minąć!